Z gwarą smakuje najlepiej!

Od kuchni – to najsmaczniejszy sposób poznawania nowych miejsc! A co w menu ma Gniezno? Pyry z gzikiem, plendze, sznekę z glacem i …gwarę! W ten weekend „Szef kuchni polecał gwarę”. Takie „gwarowe” wkładki do menu turyści i goście otrzymywali w ten weekend w gnieźnieńskich restauracjach, kawiarniach, pizzeriach oraz w informacji turystycznej „Szlak Piastowski” przy deptaku. Gwarową ulotkę kulinarną opracował Andrzej Malicki, znawca gwary.

Od kilku lat gnieźnieńska Biblioteka Publiczna realizuje projekty promujące tzw. „blubranie”, czyli naszą odmianę dialektu wielkopolskiego. Gwara to nasza mowa codzienna – słychać ją w naszych domach, na fyrtlu, w podwórkach i …w kuchni! Wiele gwarowych określeń to właśnie nazwy kulinarno-spożywcze: kuchennych utensyliów czy właśnie miejscowych specjałów.

Gwara to skarb kultury oralnej, nie da się wiec gwary wsadzić do szklanej gabloty, żeby przetrwała – musi być używana. Musimy nią mówić, nie możemy się jej wstydzić.

Akcja “Szef kuchni poleca gwarę” realizowana była w ramach projektu “Gwarze mówimy TAK!” dofinansowanego ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programu Narodowego Centrum Kultury „Ojczysty – dodaj do ulubionych 2021”.

 

 

W ten weekend “Szef kuchni poleca…gwarę”!

Co to jest ajntopf, kamsztyk i świętojanki? Jak wyrychtować ślepe ryby z myrdyrdą?

W ten weekend „Szef kuchni poleca gwarę”! Nasze gwarowe “menu” – w formie ulotki – znajdziecie w gnieźnieńskich restauracjach, kawiarniach, pizzeriach, a także Informacji Turystycznej „Szlak Piastowski” przy ul. Chrobrego 40/41. Gwarową wkładkę do menu opracował znawca naszej lokalnej gwary Andrzej Malicki.

Od kilku lat Biblioteka Publiczna Miasta Gniezna realizuje projekty promujące tzw. “blubranie”, czyli gnieźnieńską odmianę dialektu wielkopolskiego. Gwara to nasza mowa codzienna – słychać ją w naszych domach, na fyrtlu, w podwórkach i …w kuchni! Wiele gwarowych określeń to właśnie nazwy kulinarno-spożywcze: określenia dań, produktów i miejscowych specjałów. Cenimy sobie naszą lokalną kuchnię – pyry z gzikiem, ślepe ryby czy sznekę z glancem. Jest prosta, smaczna i … wielokulturowa – wyczujecie w niej wpływy polskie, niemieckie i żydowskie. Podobnie wielokulturowa jest nasza lokalna mowa. Warto ją pielęgnować!

Akcja “Szef kuchni poleca gwarę” realizowana jest w ramach projektu “Gwarze mówimy TAK!”” dofinansowanego ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programu Narodowego Centrum Kultury „Ojczysty – dodaj do ulubionych 2021”.

 

Restaurant Day – Gniezno na talerzu

Było smacznie, jubileuszowo i charytatywnie. Tegoroczny Restaurant Day miał wyjątkową formułę i… frekwencję. Za wszystkie smakowite przysmaki wystawione na Latarni na Wenei płaciło się wsparciem zbiórki – cały dochód z akcji zostanie bowiem przekazany na leczenie Magdy, gnieźnianki walczącej z nowotworem.
A smakołyków było mnóstwo. Nikt nie wyszedł głodny. Biblioteka częstowała gzikiem i śliwkami. Puściliśmy też naszych gości z torbami… gwarowymi z projektu Gwarze mówimy TAK! Restaurant Day był zarazem urodzinowym party Stowarzyszenia Ośla Ławka, które w tym roku kończy 10 lat. Jubilatce gratulujemy i życzymy wielu owocnych kolejnych dekad, a sobie następnych wspólnych projektów. To bowiem nasz partner w wielu inicjatywach kulturalno-literackich. Na deser akcji wystąpił zespół Małgola, No. Było pysznie!

 

 

Gnieźnianie kochają swoje miasto i jego smaki

Nie ma wątpliwości – gnieźnianie kochają swoje miasto i jego smaki, kochają gwarę i kochają…dobrze zjeść! Takich tłumów na spacerze gwarowym „Fyrtel od kuchni” nikt się nie spodziewał! Zapewne wielka w tym zasługa przewodnika – Jarek Mikołajczyk łączy wiedzę, charyzmę, poczucie humoru, talenty aktorskie i kawał głosu (słychać go było dobrze nawet na końcu tej dłuuugiej wycieczki!). To wszystko razem sprawiło, że gastro-spacer po dawnym Gnieźnie był tak jak smakowity posiłek wielodaniowy. Restauracja Europejska była pierwszym przystankiem w tej pysznej wędrówce po Gnieźnie. Gnieźnie dawnych hoteli, lokali, kolonialek, starych składów, budek z lodami, piekarni, czyli miejsc, do których dawniej ustawiały się kolejki z powodów zupełnie odmiennych niż gospodarka niedoborów. “A za dzieciaka” tu się chodziło na lody! – takie rozmowy było słychać o smakach z czasów “przedkebabowych”. Okazuje się, że miasto to kulinarna mapa wspomnień – właściwie każdy ze spacerowiczów miał własne „proustowskie magdalenki”. A smakowały różnie – czasem jak plyndze, czasem jak gorąca bagietka od Gramsego.

Zdjęcia: Anna Farman

Każdy ze spacerowiczów otrzymał gwarową tytkę. Spacer był zorganizowany w ramach bibliotecznego projektu “Gwarze mówimy TAK!” dofinansowanego ze środków Narodowego Centrum Kultury z programu “Ojczysty – dodaj do ulubionych 2021”.

 

Bedeker biblioteczny – Florencja

Środę zaczynamy od aromatycznej kawy. W “Bedekerze bibliotecznym” wycieczka do Włoch, do pachnącej Florencji. To właśnie tam urodziła się Tessa Capponi-Borawska – italianistka, która od blisko 40 lat mieszka w Polsce. I popularyzuje nad Wisłą kulturę włoską w myśl zasady „przez żołądek do serca”.

„Smak kwiatów pomarańczy” to kolejna jej włoska książka, tym razem jest to zapis rozmowy z Agnieszką Drotkiewicz. To opowieść, w której przez “kuchnię” spoglądamy na kulturę, sztukę, muzykę i architekturę od sensualnej strony. I w której wiele uwagi poświęca się „geografii serdecznej” Tessy Capponi-Borawskiej, czyli właśnie Florencji.

„Są miasta, w których jest więcej zapachów, i takie gdzie jest ich mniej. Dla mnie Warszawa jest miastem bezzapachowym, tak samo jak Wenecja czy Mediolan. Natomiast Florencja i Rzym w moim odczuciu zapach mają.

(…) Florencja pachnie kawą. Może dlatego, że zawsze gdy tam jestem, idę na śniadanie do baru położonego tuż przy Ponte Vecchio. W nim wypijam swoją pierwszą poranną kawę. Mój wybór jest klasyczny – zawsze rano piję cappuccino. Ważne, aby nie było zbyt gorące i nie miało zbyt dużo mlecznej piany. Musi mieć silny smak kawy i, co najważniejsze, nie może mieć dodatków – nie może być posypane cynamonem, kakao, niczym takim! Później, przez resztę dnia, piję espresso.

My, Włosi, bardzo zrytualizowaliśmy picie kawy, to dla nas element kultury życia codziennego. Każda pora ma przypisaną sobie odmianę kawy: cappuccino jest na rano (nigdy nie pijemy cappuccino po dwunastej), w południe i po obiedzie – espresso, na podwieczorek – ristretto (czyli bardzo skoncentrowana kawa, która pozwala nam pracować do wieczora), zaś po kolacji, żeby dobrze trawić – porządne espresso, ewentualnie z odrobiną dobrego koniaku lub grappy. Espresso i ristretto zawsze podawane są ze szklanką wody dla odświeżenia ust. (…) Zapach kawy to zapach włoskiego poranka!”.

„Smak kwiatów pomarańczy – rozmowy o kuchni i kulturze”, Tessa Capponi-Borawska, Agnieszka Drotkiewicz, Wydawnictwo Czarne 2018.

Zachęcamy do zapoznania się z pozostałymi wpisami z cyklu “Bedeker biblioteczny”:

Bedeker biblioteczny – Holcomb, Kansas, USA

Bedeker biblioteczny – Wiedeń

Bedeker biblioteczny – Poznań

Bedeker biblioteczny – Gdańsk

Bedeker biblioteczny – Galveston, Teksas w USA

Bedeker biblioteczny – Davos

Bedeker biblioteczny – Budapeszt

Bedeker biblioteczny – Moskwa

Bedeker biblioteczny – Neapol

Bedeker biblioteczny – Barcelona

Gotowanie w czasach zarazy – klub “Apetyt na książkę” wraca po przerwie

Po długiej przerwie, której oczywistym winowajcą był koronawirus, spotkał się czytelniczy klub smakoszy “Apetyt na książkę”. Rozmowy na temat tego, jak członkinie grupy radzą sobie w trudnym czasie pandemii, zdominował temat kulinariów. O gotowaniu w czasach zarazy, a także o tym, jak obecna sytuacja wpływa na odżywienie, jedzeniowe przyzwyczajenia i celebrację posiłku, debatowano przy aromatycznej kawie i kawałku smakowitego ciasta. Tak długa rozłąka wywołała całą lawinę tematów, między innymi związanych ze smakami Toskanii czy Włoch. Spotkaniu w sympatycznej atmosferze towarzyszyła odpowiednia literatura.

 

Śniadanie z Audrey Hepburn

Dziś urodziny Rzymu (2773.), zatem zapraszamy Was na małe „Rzymskie wakacje”.
Dla całego świata była ikoną – hollywoodzką gwiazdą, wspaniałą aktorką, klasyczną pięknością, niezapomnianą Holly Gollightly w „Śniadaniu u Tiffany’ego”. Dla niego była po prostu ukochaną mamą. Lucca Dotti – syn Audrey Hepburn ze związku z włoskim psychiatrą Andreą Dottim – kilka lat temu wydał wspomnienia o swojej matce. Niezwykłe, bo – jak sam pisze – „to biografia przy kuchennym stole”. Właśnie w kuchni – gotując – Audrey czuła się najlepiej. A także w ogrodzie, podczas zabawy z psami, czy po prostu – w swoim domu, wśród rodziny i z przyjaciółmi. „Audrey w domu” to czułe wspomnienia syna o matce. Są tu i cytaty z prywatnej korespondencji, i ponad 250 zdjęć z rodzinnego albumu. A także wiele zabawnych anegdot, jak ta o prywatnej wizycie aktorki w salonie jubilerskim u Tiffany’ego, gdzie, odbierając z naprawy pierścionek, sprzedawca zapytał ją, czy ma jakiś dowód tożsamości na potwierdzenie. Na co Audrey odpowiedziała: Moją twarz.
Przede wszystkim „Audrey w domu” to książka kucharska – zbiór przepisów, które aktorka skrupulatnie notowała. I z których sama gotowała. Jak pisze Luca Dotti, „Moja mama w kuchni – tak samo jak i w życiu – stopniowo wyzbywała się wszystkiego, co zbyteczne, by zachować jedynie to, co się dla niej liczyło”. Dlatego – oprócz kilku skomplikowanych receptur – czytelnik znajdzie tu wiele przepisów na proste dania. Oczywiście najczęściej włoskie: spaghetti al pomodoro, mozzarella in carozza czy gnocchi alla Romana. Okazuje się, że drobna i smukła aktorka uwielbiała makaron i mogła go jeść bez opamiętania. Co więcej – w zagraniczne podróże pakowała go do walizek kilogramami. Ale jest też przepis na „Mac and cheese” – czyli amerykańskie danie flagowe, które Włosi uważają za wypaczenie ich kulinarnej tradycji.
Polecamy tę niezwykłą książkę kucharką – nie tylko, by dobrze wykorzystać zapasy makaronu. Przede wszystkim, by poznać zupełnie inną twarz Audrey Hepburn. Smakowitej lektury!

 

 

 

Ostatki – wspomnienia z dawniejszych czasów

Z rozrzewnieniem, uczestniczki spotkania Klubu “Apetyt na książkę”, wspominały czasy, w których na domówki, prywatki i wszelkie towarzyskie spotkania można było przyjść bez awizowania się. Dzięki niezawodnie działającej “poczcie pantoflowej” spotkania w gronie przyjaciół były częstsze. Nie potrzebowały też specjalnej oprawy, chodziło jedynie o radość wspólnie spędzonego czasu. Co prawda stoły nie były tak zastawione jak dziś, jednak cóż znaczyło to dla przedsiębiorczych pań domu tamtych czasów. Mówiono o zmianach w kulturze domowej gościnności, nowych mediach, które nie ułatwiają komunikacji między ludźmi.
Wszystkie te sprawy wywołał temat spotkania – ostatki. Koniec karnawału to właśnie czas wspólnych tańców, przebierańców i zabaw. Jak na “ostatki” przystało na klubowych stołach pojawiły się faworki, pączusie, a także pieczone pierogi ze szpinakiem. Podczas spotkania tradycyjnie nie zabrakło kulinarnych porad dotyczących m.in. organizacji czasu pracy w kuchni, czy wymiany sprawdzonymi przepisami. Zawsze jednak najważniejsza dla uczestniczek jest serdeczna atmosfera klubu, który współtworzą.

 

Nowy Rok powitany przez “Apetyt na książkę”

Pasztet z żurawiną, ciasta i ciasteczka królowały na klubowym stole podczas noworocznego spotkania “Apetytu na książkę”. Dyskusje zdominowały tematy karnawałowych bufetów. Panie wymieniały się propozycjami i przepisami na sałatki, śledziki i ciasteczka ze szpinakiem. Dzielono się także spostrzeżeniami dotyczącymi udanych domówek. Było o muzyce, spotkaniach z przyjaciółmi i karnawałowych zwyczajach. Jak zwykle: miło, przyjemnie i smacznie. Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak tylko polecić Państwa uwadze kolejne spotkanie grona kulinarnych smakoszy, które będzie miało miejsce 6 lutego o godz. 17:00 w Czytelni Biblioteki Głównej przy ul. Mieszka I 16. Jego tematem będą “Ostatki”.