Blubry: „Wihajster”

Tak naprawdę nie wiadomo ani jak wygląda, ani do czego służy. Więcej – na tej zagadkowej nieokreśloności zasadza się pochodzenie tego słowa. Otóż wihajster to spolszczony zwrot z języka niemieckiego: „Wie heißt er?” – co znaczy „jak on się nazywa?”.

Wihajster może służyć do wszystkiego – to narzędzie o nieograniczonym zastosowaniu. Można nim coś podważyć, otworzyć, naprawić. Słowo tak znakomicie odnalazło się w ogólnej polszczyźnie, że dziś nie jest kojarzone z żadną konkretną gwarą i jest używane niemal w całej Polsce.

Przy okazji wihajstra warto wspomnieć o dynksie lub dinksie, który jest także dość popularnym określeniem na coś, czego mówiący nie umie nazwać. Dynks stosuje się zamiennie z określeniem wihajster. Ciekawą definicję dynksa przedstawił kiedyś propagator gwary poznańskiej Jacek Hałasik: „Co to jest dynks? Taki wichajster, ino mniejszy”.

Dodajmy, iż z tym słówkiem gwarowym jest jeszcze taki problem, że niektórzy zapisują je przez “ch”, choć według słownika PWN poprawny zapis jest przez “h”.

 

Inne gwarowe „słówka” z cyklu „Blubry pojedynczo: słownik codziennego użytku” znajdziesz w poprzednich wpisach:

Blubry: „Heklować”

Blubry: „Rajzować”

Blubry: „Rychtować”

Blubry: „Krychać”

Blubry: „Korbol”

Blubry: „Plyndze”

Blubry: „Bździągwa”

Blubry: „Gzuby”

Blubry: „Gzik”

Blubry: „Bamber”

Blubry: “Zrobić łóżko”

Blubry: EKA

Blubry: „Heklować”

“Bez zima niy mōm co robić wieczorami, tōż hekluja serwety”.
Heklować można serwety, swetry, szaliki i czapki czy ciepłe wełniane skarpety – choć te ostatnie nie mają już takiego wzięcia, jak kiedyś. Za to prawdziwy hit heklarskiego rzemiosła stanowią obecnie świąteczne ozdoby.
Heklować, czyli robić na drutach lub szydełkować, potrafi już coraz mniej pań, bo to one zwyczajowo zajmowały się tym rękodziełem. Jednak ostatnie lata to swoisty powrót wielu zapomnianych zajęć naszych babek, wraca więc i heklowanie. I trzeba przyznać, że wraca z wdziękiem i bez ograniczeń, coraz częściej bowiem po druty sięgają i… panowie.
Słowo pochodzi z języka niemieckiego – häkeln znaczy szydełkować.

A Wy potraficie jeszcze heklować?

 

 

Inne gwarowe „słówka” z cyklu „Blubry pojedynczo: słownik codziennego użytku” znajdziesz w poprzednich wpisach:

Blubry: „Rajzować”

Blubry: „Rychtować”

Blubry: „Krychać”

Blubry: „Korbol”

Blubry: „Plyndze”

Blubry: „Bździągwa”

Blubry: „Gzuby”

Blubry: „Gzik”

Blubry: „Bamber”

Blubry: “Zrobić łóżko”

Blubry: EKA

Blubry: „Rajzować”

Dziś będzie o rajzowaniu. Choć czasy pandemii nie są łaskawe dla miłośników tej czynności, to poprzestając na małym, można rajzynge ograniczyć do podwórkowej lub miejskiej.
Rajzowanie, czyli podróżowanie, to przykład kolejnego językowego zapożyczenia od naszych niemieckich sąsiadów. Reise znaczy tyle, co podróż, wycieczka. Stąd polski rzeczownik “rajza” – o tym samym znaczeniu – i czasownik “rajzować”. Rajzowanie to także włóczęga lub po prostu spacer – jak w cytowanym fragmencie: Wiaruchna no te nasze rajzengi to tak nie każdą razą są istnie takie jak kiedy fyrom z turystami po mieście.

A Wy kiedy ostatnio słyszeliście o rajzowaniu?

 

 

Inne gwarowe „słówka” z cyklu „Blubry pojedynczo: słownik codziennego użytku” znajdziesz w poprzednich wpisach:

Blubry: „Rychtować”

Blubry: „Krychać”

Blubry: „Korbol”

Blubry: „Plyndze”

Blubry: „Bździągwa”

Blubry: „Gzuby”

Blubry: „Gzik”

Blubry: „Bamber”

Blubry: “Zrobić łóżko”

Blubry: EKA

Blubry: „Gzik”

Chyba nie ma w Gnieźnie (i w Wielkopolsce) nikogo, kto nie zna smaku gziku. Albo gziki. To oczywiście rozdrobniony twaróg z dodatkiem śmietany, szczypiorku i cebulki, a czasami też z rzodkiewką (w gwarze – redeską), a nawet jajkiem. Ale przede wszystkim gzik w „środowisku naturalnym” (czyli na talerzach gnieźnian) nie występuje solo. Bo z gzikiem najlepiej smakują pyry, czyli ziemniaki. Obowiązkowo – ugotowane w mundurkach. Prosta kuchnia – wiadomo – najlepsza!
Podawanie przepisu na pyry z gzikiem jest zupełnie bezcelowe – każdy z Was ma swój własny, pielęgnowany pokoleniami w rodzinnych domach.
Warto się jednak zastanowić nad innym słowem związanym z gzikiem. Otóż w Wielkopolsce – jak się wydaje – na podstawowy komponent gziku, czyli twaróg – częściej mówi się „biały ser”. A jak w Waszych domach – robicie gzik z białego sera czy z twarogu?;) Jesteśmy bardzo ciekawi!
Najważniejsze, że gzik z twarogu i gzik z białego sera smakują równie dobrze!

 

 

Inne gwarowe „słówka” z cyklu „Blubry pojedynczo: słownik codziennego użytku” znajdziesz w poprzednich wpisach:

Blubry: „Bamber”

Blubry: „Zrobić łóżko”

Blubry: EKA

Blubry: „Bamber”

Bamber to w gwarze wielkopolskiej oczywiście chłop, rolnik, gospodarz (również pogardliwie o kimś zachowującym się prostacko – na tej samej zasadzie, jak mówi się o kimś „wieśniak” – tego użycia nie polecamy!). Do bambra chodziło się po mleko czy jajka. Pochodzenie tego określenia gwarowego jest geograficzne, a odbija się w nim historia polsko-niemieckich stosunków.
Otóż Bamberg, od którego ta nazwa pochodzi, to miasto wielkości mniej więcej Gniezna, leżące w południowym (frankońskim) niemieckim landzie – Bawarii. To właśnie z tego rejonu na początku XVIII wieku w okolice Poznania zaczęli przybywać niemieccy osadnicy. Osiedlali się w wyludnionych – na skutek wojen i zarazy – podpoznańskich wsiach. Pierwszy kontrakt pomiędzy przybyłymi a władzami lokalnymi Lubonia zawarto w 1719 roku. Społeczność ta szybko się zasymilowała.
Do dziś w Poznaniu pielęgnuje się tradycje bamberskie – działa Towarzystwo Bambrów Poznańskich, a w pierwszą sobotę po 1 sierpnia na poznańskim Starym Rynku odbywa się Święto Bamberskie. Tam też znajduje się Studzienka Bamberki – rzeźba z 1915 roku przedstawiająca kobietę w charakterystycznym stroju bamberskim z nosidłami. W 1998 roku przy studzience z poznańskimi Bambrami spotkał się kanclerz Niemiec Helmut Kohl. Wiceprezesem Towarzystwa Bambrów Poznańskich jest Juliusz Kubel, popularyzator gwary poznańskiej, „ojciec” radiowych „Blubrów Starego Marycha”. Ubiegłą jesienią – na spotkaniu autorskim w naszej Czytelni – mówił żartem, że historia bambrów pokazuje, że na saksy jeździło się też w odwrotnym kierunku, z Niemiec do Polski (emigracja z Bambergu miała bowiem podłoże ekonomiczne, nie tyle za chlebem, co „za ziemią”).

 

 

 

Inne gwarowe „słówka” z cyklu „Blubry pojedynczo: słownik codziennego użytku” znajdziesz w poprzednich wpisach:

Blubry: „Zrobić łóżko”

Blubry: EKA

Blubry: “Zrobić łóżko”

Dziś w blubrach pojedynczo – dwa słowa, które osobno brzmią „po polsku”, ale już w duecie – gwarowo. W Gnieźnie (i w prawie całej Wielkopolsce), co wieczór tysiące mieszkańców robi łóżka. Nie oznacza to wcale, że jesteśmy miastem stolarzy pracujących na drugą zmianę. Po prostu zamiast łóżka słać, my je …robimy. To oczywiście wpływ języka niemieckiego na dialekt wielkopolski (ścielić łóżko po niemiecku to das Bett (łóżko) machen (robić).
Wpływ języka niemieckiego na naszą gwarę wcale nie jest tak duży, jak się potocznie uważa – około 30% słów gwarowych to germanizmy. Jednakże, oprócz słów zapożyczonych od zachodniego sąsiada, mamy też kalki frazeologiczne, takie jak właśnie „zrobić łóżko”. W tych kalkach słowa są polskie lub mieszane, ale już struktura frazeologizmu jest niemiecka.
Dlatego w Gnieźnie „jak sobie zrobisz łóżko, tak się wyśpisz”, nie?

 

 

Inne gwarowe “słówka” z cyklu “Blubry pojedynczo: słownik codziennego użytku” znajdziesz w poprzednich wpisach:

Blubry: EKA

Blubry: EKA

Jak wykorzystać obecny czas? Planów mamy wiele – niektórzy chcą poćwiczyć języki obce. My namawiamy do powtórki języka …bliskiego sercu, czyli gwary gnieźnieńskiej. Co piątek będziemy przypominać (lub poznawać;)) jedno gwarowe słówko. Dziś EKA. Według słowniczka prof. Włodzimierza Bulikowskiego, zamieszczonego w książce „Bądźma ludźmi, szak! Rzecz o gwarze gnieźnieńskiej”, „eka” ma dwa znaczenia:
1. grupa kolegów;
2. deska trampoliny.
W tym pierwszym znaczeniu jest częściej spotykana, choć teraz eki (kolegów, koleżanek czy mieszane) mają trudniej i spotykają się co najwyżej online.
Coraz bardziej znaną eką w Gnieźnie jest „Eka Bolecha”, czyli nieformalna grupa pielęgnująca blubranie, występująca pod „batutą” mistrza gwary gnieźnieńskiej Andrzeja Malickiego.

„Zdalna Biblioteka – by być bliżej czytelników”

Biblioteka Publiczna Miasta Gniezna, ze względu na obecną sytuację epidemiczną, jest zamknięta dla czytelników do odwołania. Nie oznacza to jednak, że nie ma dla nich żadnych propozycji kulturalnych. Jak niemal wszystkie instytucje kultury, ze swoją ofertą przeniosła się do internetu, wykorzystując zdalne kanały komunikacji: stronę internetową (https://biblioteka.gniezno.pl), media społecznościowe (Facebook) oraz platformę YouTube. To tu – systematycznie i w cyklach – będą pojawiać się propozycje okołoliterackie i inne, związane z Biblioteką. Warto śledzić te kanały, bo materiały będą różnorodne i przeznaczone dla czytelników (oczywiście nie tylko) w każdym wieku i o różnych zainteresowaniach.

„Dobre książki na lepsze czasy” – to codzienne polecenia lektur dla moli książkowych w każdym wieku. Wprawdzie czytelnicy nie mogą wypożyczać teraz książek, ale mogą przecież robić listę „must read”, czyli spis lektur na przyszłość (kiedy już Biblioteka otworzy swoje podwoje).

 

 

 

„Czy wiedzieliście, że…?” – poniedziałek zapowiada się ciekawie …dla ciekawskich. Każdy tydzień będziemy zaczynać od nowinek i ciekawostek z życia okołoliterackiego. Zapraszamy na naszą stronę internetową i profil FB.

 

 

 

 

„Biblioteczny kącik myszki Marcysi” – Biblioteka bez czytelników myszkujących między regałami jest wyjątkowo…pusta i cicha. Wie o tym pluszowa myszka Marcysia, która mieszka w Bibliotece i bardzo się stęskniła za rozmowami, szperaniem i szuraniem butów. Na szczęście technologia sprzyja gryzoniom i małym czytelnikom – i na bibliotecznym kanale YouTube bibliotekarze będą czytać opowiadania. W każdy wtorek nowy odcinek.

 

„Od książki do (małej) sztuki” – czyli „zrób to sam”: od książkowej inspiracji do małego dzieła sztuki. To propozycje dla dzieci oraz duetów dzieci-dorośli na wspólne kreatywne zabawy. Krok po kroku zobaczycie, jak z tego, co zalega w szufladach i biurkach wyczarować czarowne „dziełka” sztuki. Tutorialowe filmiki w każdą środę na profilu FB Biblioteki i jej stronie internetowej.

 

 

 

„75 lat Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna” – w tym roku Biblioteka obchodzi jubileuszowe urodziny. Z tej okazji proponuje czytelnikom wspólną podróż do bibliotecznej przeszłości. Kartki z bibliotecznego kalendarza pojawiać się będą w każdy czwartek na stronie internetowej i FB.

 

 

 

„Blubry pojedynczo” – nadprogramowy wolny czas niektórzy zamierzają wykorzystać na naukę języka obcego. A gdyby tak – w czasach społecznego dystansu – przypomnieć sobie język bliski sercu, czyli gwarę? W każdy piątek na stronie internetowej Biblioteki oraz FB pojawi się jedno słówko z gwary gnieźnieńskiej ze słowniczka opracowanego przez prof. Włodzimierza Bulikowskiego (z książki „Bądźma ludźmi, tej!”).

 

 

 

Uwaga: Przypominamy, że terminy zwrotu wszystkich wypożyczonych książek przedłużają się automatycznie!
Zdrowia i do bliskiego zobaczenia w zdalnej Bibliotece! Musicie koniecznie poznać myszkę Marcysię!

Spotkanie z mistrzem gwary gnieźnieńskiej

Zacinający deszcz i smagający wiatr to nie są sprzyjające okoliczności dla organizatorów imprez – nawet tych pod dachem. Ale nie w przypadku spotkania z prof. Włodzimierzem Bulikowskim! W piątkowy wieczór w Czytelni Biblioteki Głównej była pełna sala, ba – przepełniona! Musieliśmy dostawiać krzesła, by usiedli wszyscy, którzy przyszli posłuchać niekwestionowanego mistrza gwary gnieźnieńskiej! Pan Profesor przed laty wybrał Gniezno, a ten wybór dla Gniezna okazał się wyjątkowo cenny! Profesor Bulikowski nie tylko badał i bada swoich pacjentów, ale też język naszego fyrtla! Lata badań przyniosły namacalny plon w postaci setek felietonów i tekstów gwarowych. A także ogromnej liczby anegdot, które – jak zapewniał Pan Profesor – dotyczą autentycznych postaci z Gniezna. W rozmowie z Andrzejem Malickim vel Bolechem z Cierpiengów, profesor Bulikowski oprowadził nas po swojej osobistej historii, a zarazem też historii miasta i języka naszej Małej Ojczyzny. Była to przechadzka wyjątkowo zabawna i sentymentalna. Dowiedzieliśmy się także, że jest na co czekać – w przygotowaniu jest wydawnictwo zbierające felietony prof. Bulikowskiego! Już zacieramy ręce!
Panu Profesorowi bardzo dziękujemy za wspaniały wieczór. I za poradę prozdrowotną na sam koniec! Kto był, ten wie i …wznosi toast za gwarę i za Pana Profesora wodą z selenem!

Projekt Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna „Tu blubramy po naszemu!” dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu „Ojczysty – dodaj do ulubionych 2019”

 

Zdjęcia: Anna Farman