Spotkanie autorskie z reportażystką Olgą Gitkiewicz

„Nie działa! czyli o komunikacji publicznej i rynku pracy w Polsce” to tytuł spotkania autorskiego z reportażystką Olgą Gitkiewicz, na które zapraszamy w niedzielę 6 września o godz. 18.00 na Latarnię na Wenei. Wydarzenie wpisuję się w tegoroczny X Festiwal Literacki Preteksty.
Bohaterka spotkania – Olga Gitkiewicz jest dziennikarką, redaktorką, socjolożką, absolwentką Polskiej Szkoły Reportażu. I przede wszystkim autorką reportaży „Nie hańbi” o polskim rynku pracy (nominacje do: Nagrody Literackiej Nike 2018, Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki 2017 i Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej) oraz „Nie zdążę” o kryzysie polskiego transportu publicznego. Współpracuje z Instytutem Reportażu.
O „Nie hańbi”: „Wstrząsający reportaż o nadwiślańskim kapitalizmie. Ta książka mówi więcej niż badania socjologów i optymistyczne dane GUS-u. Polecam zwłaszcza tym, którzy chcą zrozumieć, skąd się biorą populiści” – Grzegorz Sroczyński.
O „Nie zdążę”: „1989 roku Polska zaciągnęła hamulec awaryjny i wysiadła z pociągu. Potem zaczęła zwijać tory. Parę lat później odstawiła Autosany H9 na zakrzaczony placyk za dworcem PKS. Ludziom powiedziała: radźcie sobie sami. Gdyby Maria Antonina żyła w Polsce w pierwszej dekadzie XXI wieku, doradziłaby: „Nie mają transportu publicznego? Niech jeżdżą samochodami”. Witamy w centrum Europy. Tu trzynaście milionów Polaków ma wszędzie daleko” – z materiałów wydawnictwa Dowody na Istnienie.
Prowadzenie spotkania: Kamila Kasprzak-Bartkowiak i Paweł Bartkowiak.

Zdjęcie: Anna Liminowicz

 

 

GPS prowadzi do Kanady

Jesteś na miejscu – w najnudniejszym kraju świata. Czy właśnie tak powiedziałby nasz GPS, gdyby dotarł do Kanady? W naszym wakacyjnym cyklu „Gdzie Proza Sprowadzi” lądujemy dziś na północy Ameryki Północnej, wraz z Katarzyną Wężyk i jej reportażem „Kanada. Ulubiony kraj świata”.

Autorka przejechała 12 tysięcy kilometrów i pięć stref czasowych, a ostatnim przystankiem jej trasy była publikacja reportażu łączącego historię i współczesność Kanady. To państwo w dużym stopniu postnarodowe, w którym multikulturalizm nie jest tylko pustym hasłem. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, Kanada narodziła się nie z marzeń, a z rozsądku: „Kanada (…) została wykuta nie w ogniu rewolucji, ale przez kompromis między dwiema grupami etnicznymi, Francuzami i Anglikami, którzy w Europie wyrzynali się nawzajem, z przerwami, przez kilkaset lat”.

Dla wielu Kanada jest geograficznym synonimem…nudy: „Historia Kanady (…) nie jest przesadnie spektakularna. Nie ma w niej władców z ambicjami podboju świata, wojen ciągnących się przez dziesięciolecia i palenia heretyków na stosie. Za to jest dużo papierkowej roboty, negocjacji i wzajemnych ustępstw. (…) Ale nuda w historii bywa błogosławieństwem”. Trzeba jednak przyznać, że piękna tamtejszej przyrody nie przysłoni największy nawet liść klonowy biurokracji. I to również jest argument za tym, by uwzględnić Kanadę w podróży marzeń – na początek tych palcem po…książce.

 

 

 

Szympansy z Azylu Fauna

“Cruelty-free” – wolne od cierpienia zwierząt. Coraz więcej produktów opatrzonych jest tym napisem, ale wciąż za mało. Badania naukowe (laboratoryjne) prowadzi się nie tylko na szczurach. Jak okrutne są to działania – pokazuje wstrząsający reportaż Andrew Westolla, kanadyjskiego zoologa, specjalizującego się w ssakach naczelnych. Spędził on rok w amerykańskim schronisku dla szympansów, w którym ratowano zwierzęta wykorzystywane w eksperymentach medycznych. Każdy z szympansów przebywających w azylu Fauna ma medyczną kartotekę pełną niewyobrażalnych i trwających dekadami tortur. W imię nauki.
Najgorsze, że ta medyczna dokumentacja to nie tylko kartki papieru. Zapisana jest na trwałe w pamięci szympansów i w ich okaleczonych ciałach. Nawet emerytura w przytulisku nie jest dla nich łatwa:
„Dla zwierząt tak głęboko ograniczonych przez własną przeszłość wolność z całą pewnością nie ma charakteru absolutnego: to raczej stan umysłu. Główny cel Fauny polega zatem na przekształceniu pojęcia wolności, jakie ma w głowie każdy z szympansów. Kiedy po raz pierwszy przybyły do azylu, przerażało je nowe otoczenie. (…) Wiele małp potrzebowało całych tygodni, żeby odważyć się wyjść na dwór – a kiedy już się na to zdecydowały, unikały trawy, bo nigdy nie czuły pod stopami niczego poza betonem”.
Niemal każdy akapit tej książki to lektura ponad siły. A jednocześnie rzecz obowiązkowa – powinność wobec naszych braci mniejszych. Jak napisali kiedyś Dale Peterson i Jane Goodall „dla szympansa jego podobieństwo do człowieka jest zarazem jego błogosławieństwem i przekleństwem”. Właśnie to podobieństwo skazało szympansy na brutalne i nieopisane tortury w medycznych laboratoriach świata. Sytuacja szympansów w Ameryce, od momentu napisania tej książki, nieco się poprawiła. Wciąż jednak my – ludzie – oblewamy egzamin dojrzałości z naszego człowieczeństwa. A ten polega między innymi na tym, jak traktujemy zwierzęta, nie tylko szympansy.
Książka jest w naszym księgozbiorze – tytuł zanotujcie na przyszłość!

 

Pierwsza książka reporterska Mariusza Szczygła

Dziś wtorek, a my polecamy „Niedzielę, która zdarzyła się w środę”, czyli pierwszą książkę reporterską Mariusza Szczygła. To teksty z czasów, gdy ten nagradzany autor nie prowadził jeszcze popularnego talk-show i wciąż był przed swoim pierwszym wyjazdem do Czech. Jak sam pisał: “to reportaże o przeciętności, bo sam pochodzę z przeciętnego miasteczka”. Przede wszystkim jednak to reportaże z nieprzeciętnego momentu w dziejach Polski – ba, historycznego – z czasu transformacji. Pierwsze wydanie „Niedzieli…” ukazało się w 1996 roku i właśnie okresu przełomu dotyczą teksty. Jak bardzo zmieniła się Polska i my, widać nawet w tak błahej sprawie, jak …bieganie. W reportażu z 1993 roku „Polska w ogłoszeniach”, Kazimierz M., bezrobotny stolarz, szuka sponsora, który opłaciłby mu start w biegu maratońskim. Szczygłowi opowiada, na co naraża się, sięgając po dres:
„Są takie dni, kiedy ubieram się w dres i wychodzę, to niektórzy sąsiedzi po prostu śmieją się ze mnie i mówią – znowu ty idziesz biegać, po co, co ty z tego masz, lepiej byś zajął się robotą, ale jaką robotą? O co im chodzi, czy są zazdrośni, że nie mogą też iść pobiegać, nikt nikomu nie zabrania. Czasami zastanawiam się, co w tym jest złego, że ja biegam, dlaczego się śmieją. Mam takiego sąsiada, co prawie codziennie przychodzi do domu pijany, ma żonę i dzieci, ale nikt się z niego nie śmieje, czy to znaczy, że on robi dobrze, czy ja mam również przychodzić do domu pijany
Dziś cała Polska zakłada dres i biega. Wiele się zmieniło przez te trzy dekady, nie tylko styl życia czy spędzania wolnego czasu. W naszym bibliotecznym księgozbiorze jest wydanie “Niedzieli…” z 2011 roku, w którym tekstom towarzyszą wspaniałe i oddające ducha czasów zdjęcia Witolda Krassowskiego. To jak pocztówki wysłane z nie tak dalekiej – a jednak odległej – przeszłości.

 

Nie ma nie zawsze oznacza brak

Plan był inny, 25 marca o godz. 19.00 miało zaczynać się spotkanie autorskie z Mariuszem Szczygłem. Mieliśmy siedzieć w Hali im. Łopatki zasłuchani i – zapewne – pod ogromnym wrażeniem inteligencji, dowcipu i opowieści jednego z najlepszych i najbardziej utytułowanych reportażystów w Polsce. Takie spotkanie w Gnieźnie się odbędzie – obiecujemy! – choć innego dnia i w „bezpieczniejszych” czasach.
Nic to, spotkania autorskiego z Mariuszem Szczygłem „nie ma” – są za to jego książki. I w ten sposób – poprzez lekturę – można się spotkać z autorem. A „Nie ma” to tytuł ostatniego zbioru reportaży Szczygła, nagrodzonych Literacką Nagrodą Nike. Tak o tej pozycji pisze Wydawnictwo Dowody na Istnienie.
„Nie ma nie zawsze oznacza brak.
Nie ma kogoś. Nie ma czegoś. Nie ma przeszłości. Nie ma pamięci.
Nie ma widelców do sera. Nie ma miłości. Nie ma życia. Nie ma
fikcji. Nie ma właściwego koloru. Nie ma komisji. Nie ma grobu. Nie ma
siostry. Nie ma klamek. Nie ma niebieskich tulipanów. Nie ma nie ma.
Rozmówcami Szczygła są ludzie z różnych światów: czeska poetka,
ukraiński żołnierz, polska księgowa, izraelska pisarka, a także
jego ojciec, z którym autor wybiera się ostatni raz w życiu do Pragi.
Nad książką unosi się rada, którą dała autorowi Hanna Krall:
„Wszystko musi mieć swoją formę, swój rytm, panie Mariuszu.
Zwłaszcza nieobecność”.

 

Pierwsze polskie posłanki w parlamencie

O obecnej sytuacji na pewno powstanie niejeden reportaż – tymczasem czytajmy te, które już są. I które są: ważne, interesujące i świetnie napisane. Tak jak „Posełki. Osiem pierwszych kobiet” Olgi Wiechnik, wydane w ramach serii reporterskiej Wydawnictwa Poznańskiego. To barwna historyczna relacja o pierwszych polskich posłankach w parlamencie – było ich osiem, czyli stanowiły niecałe 2 procent (w Sejmie Ustawodawczym było 442 “panów” posłów).
„Niedziela 10 lutego 1919 roku to dla wszystkich wielki dzień. Sytuacja przerasta nawet Naczelnika.
– Panowie posłowie! – zaczyna. Robi to z przyzwyczajenia czy woli ich nie widzieć? (…).
Problem ma też prasa: „posełki”, „posełkinie”, „posłowie kobiecy”, może „poślice”? Nie jest łatwo nazwać kogoś, kto jeszcze przed chwilą nie istniał.”
Olga Wiechnik z reporterskim nerwem oddaje tamtą przełomową atmosferę – ważącą na losach polskich kobiet, choć dziś – niestety – zapomnianą. Mimo różnych poglądów, posełki wspólnie walczyły o zniesienie obowiązującego wówczas nadal Kodeksu Napoleona, z jego zapisami ograniczającymi prawa kobiet.
Na bibliotecznych półkach znajdziecie wiele podobnych wartościowych reportaży. Pamiętajcie o tym dziale, gdy już drzwi Biblioteki zostaną otwarte dla czytelników.