Szympansy z Azylu Fauna

„Cruelty-free” – wolne od cierpienia zwierząt. Coraz więcej produktów opatrzonych jest tym napisem, ale wciąż za mało. Badania naukowe (laboratoryjne) prowadzi się nie tylko na szczurach. Jak okrutne są to działania – pokazuje wstrząsający reportaż Andrew Westolla, kanadyjskiego zoologa, specjalizującego się w ssakach naczelnych. Spędził on rok w amerykańskim schronisku dla szympansów, w którym ratowano zwierzęta wykorzystywane w eksperymentach medycznych. Każdy z szympansów przebywających w azylu Fauna ma medyczną kartotekę pełną niewyobrażalnych i trwających dekadami tortur. W imię nauki.
Najgorsze, że ta medyczna dokumentacja to nie tylko kartki papieru. Zapisana jest na trwałe w pamięci szympansów i w ich okaleczonych ciałach. Nawet emerytura w przytulisku nie jest dla nich łatwa:
„Dla zwierząt tak głęboko ograniczonych przez własną przeszłość wolność z całą pewnością nie ma charakteru absolutnego: to raczej stan umysłu. Główny cel Fauny polega zatem na przekształceniu pojęcia wolności, jakie ma w głowie każdy z szympansów. Kiedy po raz pierwszy przybyły do azylu, przerażało je nowe otoczenie. (…) Wiele małp potrzebowało całych tygodni, żeby odważyć się wyjść na dwór – a kiedy już się na to zdecydowały, unikały trawy, bo nigdy nie czuły pod stopami niczego poza betonem”.
Niemal każdy akapit tej książki to lektura ponad siły. A jednocześnie rzecz obowiązkowa – powinność wobec naszych braci mniejszych. Jak napisali kiedyś Dale Peterson i Jane Goodall „dla szympansa jego podobieństwo do człowieka jest zarazem jego błogosławieństwem i przekleństwem”. Właśnie to podobieństwo skazało szympansy na brutalne i nieopisane tortury w medycznych laboratoriach świata. Sytuacja szympansów w Ameryce, od momentu napisania tej książki, nieco się poprawiła. Wciąż jednak my – ludzie – oblewamy egzamin dojrzałości z naszego człowieczeństwa. A ten polega między innymi na tym, jak traktujemy zwierzęta, nie tylko szympansy.
Książka jest w naszym księgozbiorze – tytuł zanotujcie na przyszłość!

 

Nowy cykl „Mistrzowskie kreski: rzecz o ilustracji” – Jan Marcin Szancer

Dziś otwieramy nowy cykl, który – mamy nadzieję – ubarwi (i to dosłownie!) Państwu pobyt w domu. Seria „Mistrzowskie kreski: rzecz o ilustracji” niech będzie powrotem do miłych wspomnień z czasów kiedy książka była, przede wszystkim, czymś do oglądania. Czysta przyjemność płynąca z kontemplowania sztuki rysunku.

Zaczniemy, po królewsku, od niekwestionowanego mistrza naszego polskiego imaginarium – Jana Marcina Szancera. W zbiorowej wyobraźni nie ma innego „Pana Kleksa” niż ten spod jego ołówka/pędzla. Także obrazy z „Baśni” J. Ch. Andersena czy „Pinokia” to trwale zapisane w pamięci obrazy wykreowane jego talentem i wyobraźnią. Szancer, pomimo wielu aktywności zawodowych, zapamiętany został właśnie dzięki swojej pracy ilustratora. Jest autorem ilustracji do prawie 260 tytułów dla dzieci. Jak podkreślają znawcy, sztukę Szancera kochamy przede wszystkim za bezpieczny, poukładany i łagodny świat, jaki przedstawiają jego rysunki. Jego postacie tchną lekkością – niemal unoszą się w powietrzu. Subtelną kreską podbił na stałe małe czytelnicze serca.

 

 

Zdjęcia pochodzą ze strony: http://www.book.hipopotamstudio.pl/