O książkach na trawce

Jednym z dobrodziejstw lata jest możliwość spotkań niewymagających infrastrukturalnego zaangażowania. Prosta sprawa – wystarczy kocyk albo nawet nie, może być i trawka, jakiś kawałek przyjemnej, zielonej przestrzeni, cień pod drzewkiem i… i już! Już można się delektować rozmową, towarzystwem, urokiem lata i okolicy.
Ten naturalny i – powiedzmy to – nieco minimalistyczny sposób myślenia – podzielają członkowie czytelniczego teamu – Klubu Dyskusji o Książce. I chętnie zamieniają swoje dyskusyjne spacery na bardziej statyczne, bo piknikowe spotkania. Pierwsze właśnie za nimi. Temat zbiegł się, jakże szczęśliwie, ze spotkaniem autorskim, na którym Biblioteka Publiczna Miasta Gniezna gościła Urszulę Zajączkowską botaniczkę i poetkę, badaczkę i humanistkę – to jej ostatnią publikację “Patyki, badyle” członkowie KDoK poddawali osobistej analizie. Dygresji do rzeczonego spotkania autorskiego było zresztą niemało. Sam tytuł podzielił rozmówców. Botaniczne eseje Urszuli Zajączkowskiej o pracy badawczej autorki, cudach przyrody, jakimi są: mchy, skrzypy, czy rośliny współegzystujące z człowiekiem dla części rozmówców były zdumiewającym odkryciem świata natury, dla pozostałych zaś nieciekawą lekturą. To, co jedni uznawali za zaletę publikacji: odniesienia do nauki, poetycki język, inni zaliczali do jej wad. Zróżnicowane gusta czytelnicze członków grupy – to zresztą jedna z wielu jej zalet. Niemniej można było poczuć się nieco skonfundowanym przy minorowych minach jednych i niemal ekstatycznych wyznaniach drugich. Dodajmy tylko, że Ci mniej zachwyceni książką – mimo wszystko – pozostali w mniejszości.
Kolejne spotkanie kontynuuje tak zwaną “zieloną” tematykę, nie tylko w nawiązaniu do zielonego miejsca dyskusji. O “Betonozie” Jana Mencwela członkowie Klubu porozmawiają pod koniec lipca.

 

 

 

 

Rozmowy znad kreślarskiego biurka

Co wtorek tutaj – na naszym profilu FB – oraz stronie internetowej możecie poczytać o mistrzach kreski – ilustratorach i ilustratorkach. Jak powiedział Bohdan Butenko o znaczeniu ilustracji dla książki – „książka powinna być całością. Dlatego ciągle powtarzam, że książkę robi się jak sweter”. A powiedział to Sebastianowi Frąckiewiczowi w rozmowach, które zawarte są w publikacji „Ten łokieć źle się zgina”. W tym wyjątkowym – i przede wszystkim wyjątkowo interesującym – zbiorze Frąckiewicz przepytuje nie tylko takie tuzy polskiej ilustracji jak Butenko, Józef Wilkoń czy Iwona Chmielewska, ale też młodsze pokolenia lustratorów: Jana Bajtlika, Katarzynę Bogucką, Emilię Dziubak, Bartłomieja Gawła, Annę Halarewicz, Jana Kallwejta, Piotra Sochę i Rafała Wechterowicza. Nie są to – jak by się można spodziewać – rozmowy tylko o warsztacie czy tajemnice kreślarskiego biurka. Jedenastu rozmówców daje bardzo szeroką panoramę „tematu”, w której mieszczą się także takie aspekty, jak: rynek wydawniczy i pośrednio rynek pracy, edukacja plastyczna w Polsce, środowisko ilustratorów, prawa autorskie, i jeszcze wielu innych problemów. Rozmowy są wartościowe, bo pytający – Sebastian Frąckiewicz – zna temat i po prostu wie, o co zapytać; drąży sprawy niełatwe lub takie, o których nie mówi się głośno (nie tylko w tym środowisku zawodowym). Znaną i popularną ilustratorkę Emilię Dziubak pyta np. o ilustracje „środka”, czyli takie które gotowi są zaakceptować zarówno miłośnicy cukierkowych książek Disneya, jak i polskiej szkoły ilustracji.
„Zawsze marzyłam o tym, żeby moje książki dotarły do dzieci z podwórka, niekoniecznie dzieci pracowników galerii sztuki czy inteligencji od kilku pokoleń. Sama wychowywałam się w miejscu, gdzie nie miałam dostępu do kin czy teatru. Ale wierzę, że jeśli ktoś ma w sobie pragnienie tworzenia bądź odbioru kultury czy smykałkę, to nie musi chodzić na dziesięć kursów po godzinach, żeby być wrażliwym na książkę czy sztukę. Jeszcze kilka lat temu te dobrze zaprojektowane książki dla dzieci faktycznie były niszą. Teraz to już nie jest nisza, ale panuje moda na niszę – udawaną niszę. Jeżdżę na targi książki i widzę na nich pewną grupę rodziców, którzy kupują te pozycje dlatego, że to jest modne. Chcą być fajnymi rodzicami kupującymi piękną publikację z renomowanego wydawnictwa”.
Rynek ilustracji dziecięcej rozpięty jest między skrajnościami – książkami-produktami, które kupuje się na kilogramy z koszy w marketach a konceptualnymi picture bookami, wymagającymi często od odbiorcy swego rodzaju przygotowania, czyli kapitału kulturowego. Frąckiewicz o ilustracji myśli szeroko, stąd w gronie rozmówców Anna Halarowicz – ilustratorka mody; Bartłomiej Gaweł projektujący ilustracje do gier komputerowych (pracował choćby przy Wiedźminie) czy Rafał Wechterowicz – specjalizujący się w rysunku dla rynku muzycznego (tworzył projekty koszulek dla takich gwiazd jak Slayer czy Metallica). Polecamy – rzecz obowiązkowa, bo nie tylko o ilustracji, ale też mocno o polskiej rzeczywistości.