GPS, czyli wyprawa na Alaskę

Nasz czytelniczy GPS – czyli cykl „Gdzie Proza Sprowadzi” – dalej kieruje nas na północ. A startujemy z biurowych pieleszy, czyli z tego samego miejsca, z którego na alaskańską ziemię wyruszył Guy Grieve. W 2004 roku autor porzucił pracę za biurkiem, trzygodzinne dojazdy i inne codzienne bolączki, by spędzić samotnie cały rok właśnie na Alasce. Samotnie, bo oddalony o dziesiątki kilometrów od najbliższej ludzkiej osady. Stamtąd zaś „raportował” dla brytyjskiego pisma „Scotsman”. Jak można się domyślać, rzeczywistość tego północnego skrawka Ameryki dała się mu we znaki. Niedźwiedzie, wilki, zimny, subpolarny klimat i ciężka fizyczna praca – tak wyglądała codzienność Guya. Determinacja i pokora wobec przyrody – bez tego nie udałoby mu się przetrwać w taki warunkach. Jeśli chcecie spędzić rok na Alasce, nie ruszając się z hamaka czy kanapy, polecamy „Zew natury”. To idealna ochłoda na upalne letnie dni!

 

GPS prowadzi do Kanady

Jesteś na miejscu – w najnudniejszym kraju świata. Czy właśnie tak powiedziałby nasz GPS, gdyby dotarł do Kanady? W naszym wakacyjnym cyklu „Gdzie Proza Sprowadzi” lądujemy dziś na północy Ameryki Północnej, wraz z Katarzyną Wężyk i jej reportażem „Kanada. Ulubiony kraj świata”.

Autorka przejechała 12 tysięcy kilometrów i pięć stref czasowych, a ostatnim przystankiem jej trasy była publikacja reportażu łączącego historię i współczesność Kanady. To państwo w dużym stopniu postnarodowe, w którym multikulturalizm nie jest tylko pustym hasłem. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, Kanada narodziła się nie z marzeń, a z rozsądku: „Kanada (…) została wykuta nie w ogniu rewolucji, ale przez kompromis między dwiema grupami etnicznymi, Francuzami i Anglikami, którzy w Europie wyrzynali się nawzajem, z przerwami, przez kilkaset lat”.

Dla wielu Kanada jest geograficznym synonimem…nudy: „Historia Kanady (…) nie jest przesadnie spektakularna. Nie ma w niej władców z ambicjami podboju świata, wojen ciągnących się przez dziesięciolecia i palenia heretyków na stosie. Za to jest dużo papierkowej roboty, negocjacji i wzajemnych ustępstw. (…) Ale nuda w historii bywa błogosławieństwem”. Trzeba jednak przyznać, że piękna tamtejszej przyrody nie przysłoni największy nawet liść klonowy biurokracji. I to również jest argument za tym, by uwzględnić Kanadę w podróży marzeń – na początek tych palcem po…książce.