X SLAM Poetycki im. Franciszka Rabelais za nami! 13. Festiwal Literacki PRETEKSTY

Za nami jubileuszowy, X SLAM Poetycki im. Franciszka Rabelais!
To były dwie soczyste godziny na wypełnionej publiką Latarnia na Wenei pełne słów w różnych: konfiguracjach, tematach (były gołębie i komary!), wrażliwościach. I w różnych wykonaniach – od intymnie konfesyjnych po emfatycznie teatralne. Były i słowa po angielsku – jedna z uczestniczek podała tekst w tym języku, druga również, tyle że był to jej ojczysty język, bo Fiona pochodzi z Brystolu. A to nadało tej edycji slamu międzynarodowy charakter, czyż nie?;) A na poważnie, slam charakterny jest zawsze, gdyż nieujarzmiony w treści i demokratyczny w formie.
Zasady slamy są proste, choć i ortodoksyjne:
– runda trwa trzy minuty;
– wyłącznie własna twórczość;
– publiczność głosuje i wybiera.
Tym razem z czternastu slamerek i slamerów – w tym kilku wczoraj debiutowało – do finałowej trójki weszli: Fiona, Ania Bania, SampaJan. I po zaciętym finale, dosłownie o pojedyncze głosy, z Anią Banią wygrał SampaJan (na trzecim miejscu znalazła się Fiona).
Nagrodę główną zwycięzca może potraktować trochę jak prezent jubileuszowy od „swojej” publiczności, bo ukrywający się pod tym pseudo to Paweł Bąkowski/ Szegetz czyli – było nie było – ojciec i pionier gnieźnieńskiego slamu! To dzięki niemu od 11 lat (bo liczymy też jeden pusty rok pandemiczny) Gniezno jest mocno obecne na slamowej mapie Polski.
13. Festiwal Literacki Preteksty dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Światłoczułe słowa poezji i grad wzruszeń – 13. PRETEKSTY oficjalnie rozpoczęte!

13. Festiwal Literacki Preteksty rozpoczęliśmy spektakularnie – chwilę przed pierwszym wydarzeniem rozpadał się deszcz i grad – na szczęście krótkotrwały. Ale potem był już tylko „grad wzruszeń” – tak bowiem poetka Ewa Lipska zareagowała na niespodziankę – czyli wystawę fotograficzną „Światłoczułe Słowa”, otwierającą tegoroczne Preteksty.
Grupa fotografików gnieźnieńskich zilustrowała trzy wiersze (w tym jeden tekst piosenki) Ewy Lipskiej. Fotografie Katarzyny Gołembowskiej, Michała Koszeli i Sebastiana Ucińskiego doczekały się nie tylko pochwał, ale o każdym kadrze Ewa Lipska powiedziała kilka słów – jak je odbiera i rozumie. Wspomniała też swojego ojca – fotografika-amatora, który z upodobaniem fotografował stare druty elektryczne. Jak powiedziała poetka, fotografia i literatura działają podobnie – zdjęcia bywają jak małe opowiadania.
Chwilę po wernisażu wystawy w Auli Medyka rozpoczęło się już właściwe spotkanie autorskie z Ewą Lipską. I od pierwszych chwil było jasne, że spędzimy czas z Wielką Poetką o wielkiej skromności. „Niech pan się opanuje!” – tak z życzliwym uśmiechem zareagowała Ewa Lipska na komplementujące słowa prowadzącego rozmowę Dawida Junga. I zapanowała rzeczywiście atmosfera bezpretensjonalna – bez patosu, za to pełna poezji. Nie tylko Ewa Lipska przeczytała swoje wiersze, ale też kilka osób z publiczności zaprezentowało swoje interpretacje jej utworów.
Była poezja, było i sporo o poezji. Dowiedzieliśmy się, że Ewa Lipska – mimo, iż sama przez krótki czas prowadziła warsztaty poetyckie – nie wierzy, że pisania poezji można się nauczyć. Jak mówiła, można jedynie poszerzać wyobraźnię, a poezja jest kwestią wyobraźni. Poetka przywoływała różne krakowskie wspomnienia, choćby swoich przyjaciół – Stanisława Lema, Zbigniewa Preisnera czy noblistkę Wisławę Szymborską, którą określiła mianem homo ludens (czego poetyckim przejawem były chociażby limeryki).
Było anegdotycznie, było poważnie. Było o wczesnym debiucie (w wieku 16 lat), było o ostatnim tomiku małych próz poetyckich „Wariacje Geldbergowskie” i okładce, na której reprodukowany jest jej ulubiony obraz francuskiego surrealisty – Yvesa Tanguya „Jour de lenteur” („Spokojny dzień”). Dowiedzieliśmy się, że poetką się bywa, a nie jest; że Ewa Lipska dla swoich wierszy jest wyrodną matką – porzuca je w dniu publikacji; i że na sztuczną inteligencję spogląda z ostrożną ciekawością.

Tę uroczą godzinę zakończyło podpisywanie książek dla publiczności, które sama Lipska nazwała „plotkowaniem z czytelnikami”. I jeżeli na sali był ktoś, kto poezji nie lubi, to nawet jeśli w

trakcie nie zmienił zdania w tej sprawie, to na pewno wyszedł ze spotkania przepełniony wielkim uczuciem dla niezwykle skromnej Ewy Lipskiej. Maestry Poezji – jak ją bez cienia przesady określił poeta Dawid Jung.
13. Festiwal Literacki Preteksty dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.